cesar-millan

Jak zostać przywódcą stada – Cesar Millan: recenzja książki

Czy Cesar Millan naprawdę pomoże Ci „odmienić swojego psa i własne życie”?

Kontrowersji wokół Cesara Millana narosło już tyle, że nie sposób w jednym artykule odnieść się do nich wszystkich. Postaram się zatem zapomnieć o nich całkowicie i po prostu napisać Wam parę słów o jego książce, która wpadła mi w ręce.

Podtytuł książki „Jak zostać przywódcą stada” brzmi sposób Cesara, aby odmienić swojego psa i własne życie i jest to podtytuł znaczący. Cesar Millan nie tylko mianuje się ekspertem w psychologii psiej, ale także i ludzkiej. Dobra połowa książki poświęcona jest temu, jak poukładać swoje ludzkie życie i stać się w nim przywódcą. Bo bez tego, twierdzi Cesar, nie zostaniemy przywódcami naszych psów i zgłębianie tego obszaru jest głównym tematem książki.

W książce znajdziemy wiele opisów przypadków psów, z którymi pracował Millan (który bardzo chętnie podpiera się znajomościami z celebrytami i gwiazdami), rozdziały na temat zaspokajania potrzeb psów oraz obszerne wyjaśnienia na temat tego, jak zostać „intuicyjnym przywódcą”, za którym będą podążać i psy, i ludzie. Na końcu pojawiają się jakieś konkrety, czyli „praktyczne” zalecenia dotyczące postępowania z psami w konkretnych problemach. 

Definicje

Jestem wielką fanką nauki. Kiedy więc czytam książkę o psychologii od „zaklinacza psów”, który nie ma żadnego wykształcenia w tym kierunku, który zajmuje się tematem warunkowania (czyli podstawą psychologii behawioralnej) przez półtorej strony, aby przejść do wielostronicowego omówienia sprawy pewnego amerykańskiego bogacza, któremu pomógł „zdominować” psy, to jest to dla mnie zwyczajne bolesne doświadczenie.

Jest kilka sformułowań, na których Cesar opiera całe swoje podejście i swoją książkę, a które pomimo wielokrotnych wzmianek i prób objaśnienia, pozostają równie enigmatyczne na początku książki, jak na jej końcu. W „Jak zostać przywódcą stada” trudno odnaleźć podstawowe definicje psychologiczne jak „bodziec” czy „wzmocnienie”; dostajemy za to „energię spokojnie asertywną”, „dominację”, „szacunek”, „przywództwo instynktowne”.

Największy problem z tą terminologią? W rzeczywistości wszystkie zjawiska i sytuacje można lepiej opisać bez nich. Te terminy nie znaczą nic, a sytuacje, opisywane za ich pomocą, mogły by być wyjaśnione o wiele prościej, jaśniej i klarowniej, aby naprawdę pomóc właścicielom.

Przykładowo, według Millana psy źle się zachowują, ponieważ nas nie szanują. To słowo znajduje się w opisie niemal każdego przypadku, który przytacza autor. Pies który idzie przed nami na spacerze, nie szanuje nas, tak samo jak pies, który je ze stołu. To groteskowe wyjaśnienie jest nie tylko nietrafione, ale i bezsensowne. Czymże jest bowiem szacunek psa do człowieka? Jak go zdefiniować? Czy jakiś obszar w psim mózgu odpowiada za to „szanowanie”? Wszystko to, tak jak cała ocena zachowania psa, pozostaje w sferze intuicji Millana i w związku z tym jest dla czytelnika zupełnie nieprzydatna.

A może jest jakieś prostsze wyjaśnienie?

Może pies ciągnie na smyczy i idzie przodem, ponieważ nauczył się, że w ten sposób dotrze tam, gdzie chce? Może wyjada ze stołu, bo są tam smakowite kąski, a nikt nie przeprowadził z nim treningu, aby tego nie robił? Za proste dla „zaklinacza psów”? Podstawowa kwestia psiej motywacji do robienia różnych rzeczy jest w tej książce całkowicie przemilczana. Wszystko okrywane jest szczelnymi zasłonami dominacji, szacunku i energii. I przywództwa.

jak-zostac-przywodca-stada
Cała prawda o przywództwie

Rozwiązania

Jak już wspomniałam, całej podstawowej teorii psychologii behawioralnej, na której opiera się szkolenie psów, jest w „Jak zostać przywódcą stada” poświęcone może 2 strony. Wszak, jak mówi Cesar, on nie szkoli psów, tylko je „rehabilituje” (pomimo, że w rehabilitacji zdobycze nauki są równie ważne, jak w szkoleniu). Brak podstawowej wiedzy nie przeszkadza Millanowi jednak prowadzić „Centrum Psychologii Psów”…  Metodom pozytywnym Cesar poświęca jeszcze mniej miejsca, pomimo, że w którymś miejscu książki łaskawie stwierdza, że w te metody „wierzy”.

Bardziej obszerne objaśnienia otrzymamy odnośnie takich pomocy jak dławik, obroża elektryczna, kolczatka, czy zwinięta w rulon gazeta. Cesar z czułością wspomina babcie, które takie gazety trzymają pod ręką. „One nawet nie muszą ich używać” – stwierdza radośnie Cesar – „bo w momencie kiedy po nią sięgają, zmienia się ich energia, psy to odbierają i zmieniają swoje zachowanie”. Czy nie prostszym wyjaśnieniem tego zjawiska, jest to, że taki pies, dostawszy raz a dobrze taką gazetą w dupsko, woli uniknąć powtórki z tego zdarzenia? Czy konieczne, do tak prostej sprawy, jest angażowanie „przywództwa” i „energii”?

Przy omawianiu pomocy Cesar raz po raz stwierdza,  że nie narzędzie, a człowiek ma zrobić robotę, w związku z tym należy wybrać takie narzędzie, z którym czujemy się komfortowo. Pytanie, czy z tym wyborem równie komfortowo czuje się pies, pozostaje otwarte.

Nie znajdziemy w „Jak zostać przywódcą stada” informacji o zagrożeniach, związanych z wykorzystaniem metod awersyjnych, ani badań, które wskazują na ich niebezpieczeństwo. Czytelnik może więc na przykład uznać, że niewidzialny płot elektryczny to wygodne i bezpieczne rozwiązanie, podczas kiedy udokumentowane jest wiele przypadków psów, które dotkliwie pogryzły osoby, które spotkały w pobliżu takiego ogrodzenia (pies zaczął kojarzyć porażenie prądem z przechodniami – wybiegał radośnie na ich powitanie i zawołanie, za co dostawał ostry impuls elektryczny. W końcu pies uznaje, że impuls i przechodzień są jakoś powiązani – stąd rodzi się agresja).

Zamiłowanie do awersyjnych metod i całkowite przekonanie, że w przypadku psów problemowych, agresywnych, awersja to jedyna metoda, jest całkowicie błędne; a promowanie tych metod bez ich rzetelnego opisu jest wręcz niebezpieczne – a to są właśnie największe grzechy meksykańskiego pana od psów.

Pseudonaukowy bełkot

Najbardziej bolesnym doświadczeniem tej książki była soczysta porcja bezsensownych, bełkotliwych zdań, nad którymi kiedy się zastanowić, trzeba przyznać, że nie tłumaczą nic, nie wyjaśniają nic, a stanowią tylko zasłonę dymną dla braku wiedzy „zaklinacza psów”.

Właśnie to uważam też za największą wadę książki. Rzeczy, które są proste, i powinny być tak przedstawiane, są niepotrzebnie owijane w pseudonaukowy, pseudofilozoficzny bełkot, z którego niewiele wynika, a który w dodatku zaciemnia i zniekształca prawdziwy obraz.

Nie będę nadwyrężać już moich nerwów i pozwolę sobie tutaj cytatom mówić same za siebie.

Cesar o tym, jak poradził sobie z dwoma psami, które się nie lubiły:

„Najpierw ustanowiłem dominację nad Willym w jednym pokoju, a następnie nad Kidem w drugim pokoju.”

Pies kontra szacunek:

„W ich rodzinie brakowało jednak wzajemnego szacunku, przez co pies był bardzo niestabilny.”

Pies kontra szacunek 2:

„Pies od razu zdobył serca strażaków, ale z całą pewnością początkowo nie darzył ich szacunkiem. Biegał po całym posterunku.”

Szacunek i energia podstawą w przypadkach psów agresywnych:

„Wyjdź naprzeciw energii, która jest wysyłana w twoim kierunku i odpowiedz na nią energią spokojnie asertywną. […]

Kiedy już pojawi się szacunek, wyślesz psu energię, która go zablokuje.”

(to jest jedna z „praktycznych instrukcji postępowania”!!!)

zaklinacz-psów

Plusy książki

Powiedziawszy to wszystko, aby pozostać recenzentem obiektywnym, chciałabym zaznaczyć, że Millan przedstawia kilka trafnych postulatów i wniosków. Na przykład taki, że uczłowieczanie psa nie prowadzi do dobrych skutków, że psy potrzebują niezmiennych reguł życia, poczucia bezpieczeństwa i stabilności, że mają naturalne potrzeby, które należy spełniać, aby pies mógł czuć się dobrze. Fakt, że głównie jest to oparte o bieganie – bieganie przy rowerze, na bieżni, przy rolkach i za frisbee, lepsze to jednak niż nic. Zgadzam się też z Cesarem, że nasz nastrój i nastawienie może znacząco wpływać na sukces w szkoleniu i wychowaniu psa. To jednak są prawdy, które może nam wyłożyć pierwszy behawiorysta z brzegu (a przynajmniej taką mam nadzieję).

Jak zostać przywódcą stada – podsumowanie

O „Jak zostać przywódcą stada” mogłabym pisać jeszcze długo, a dalej nie miałabym odczucia, że wystarczająco opisałam absurdalność tej pozycji. Dość powiedzieć, że w pewnym miejscu książki, książki o psach, docieramy do opisu metody Stanisławskiego (!).

Największym problemem książki „zaklinacza psów” jest mieszanie prawd, półprawd i całkowitych banialuków w taki sposób, że naprawdę łatwo się pogubić i trzeźwo ocenić, co jest czym. Na półce z książkami o psach znajdziemy pozycje, z którymi takiego problemu nie ma, nie ma więc sensu na „Jak zostać przywódcą stada” marnować czasu. Dość już tego straconego przeze mnie.

Ocena końcowa: 0,5/5

ocena