dog-grooming

Dlaczego nie traktujemy naszych psów jak psy?

Marzy mi się świat, w którym nie tylko szanujemy nawzajem siebie, swoje wybory, preferencje i decyzje, ale szanujemy też zwierzęta, dlatego, że wszystkim nam, i im, to się zwyczajnie należy.

Przeczytawszy wczoraj artykuł na temat pogryzienia właścicielki przez psa za to, że ta próbowała założyć na niego świąteczny sweter, naszły mnie rozmyślania. Jak bardzo trzeba nie rozumieć swojego własnego psa, aby dopuścić do takiej sytuacji? Jak mało można wiedzieć na temat, bądź co bądź, jednego z domowników? Dlaczego tak często traktujemy psy z tak wielką ignorancją i lekkomyślnością?

Jaki jest mój pies?

Znając tylko zarys wydarzeń, zdawkowo opisanych w artykule, trudno wnioskować, co tak naprawdę stało się, że doszło do pogryzienia, czy przyczyną była faktycznie niechęć psa do wkładania świątecznego swetra oraz czy można było tego wszystkiego uniknąć. Jednak nader często w przypadkach pogryzień przez psy słyszy się od świadków czy poszkodowanych, słowa takie jak „on zrobił to znikąd”; „zaatakował mnie nagle”, „ugryzł mnie zupełnie bez powodu”.

Takie słowa świadczą tylko o głębokim braku zrozumienia psa przez człowieka.

Psy, tak samo jak wszystkie stworzenia, nie robią nic, jeśli nie mają do tego motywacji. Pies nie podejmie decyzji o ugryzieniu ot tak, po prostu, z nudów. Do ataku zawsze istnieje jakiś impuls – najczęściej jest to silny strach, poczucie potrzeby obrony. Po drugie, normalnym zachowaniem zwierzęcia jest próba uniknięcia konfrontacji. Atak jest ostatnim narzędziem, po które sięga normalny pies.

Jedynym przypadkiem, jaki sobie wyobrażam, aby atak nastąpił zupełnie niespodziewanie, jest jakiś nagły uraz czy choroba, która znacząco wpływa na zachowanie psa, a której nie zdążylibyśmy wykryć. Umówmy się jednak, że takie przypadki są raczej rzadkie. Dlaczego więc tak często dochodzi do pogryzień? Bo w którymś momencie zapomnieliśmy, że psy są tylko – i aż – psami.

W naszych głowach psy jawią się jako jakieś miłe, śmieszne uzupełnienie naszej codzienności, urocze zabaweczki lub towarzysze w samotności. Zajmują jakiś kąt w domu, wygrzewają nasze łóżka i wyjadają jedzenie z talerzy, są z nami codziennie, a mimo to nie zadajemy sobie odrobiny trudu aby dowiedzieć się, jakie to zwierzę ma usposobienie, czego potrzebuje, czego nie lubi. W takich warunkach o „niczym nie zapowiedzianą” tragedię łatwo.

Uczłowieczanie

To pierwszy nasz grzech główny w stosunku do psów. Przebieranki, malowanki, całowanie po pyskach, przytulanie, wożenie w dziecięcych wózkach, zaplatanie warkoczyków, czy wreszcie wydawanie poleceń w formie wielokrotnie złożonych zdań i w oczekiwaniu na pełne zrozumienie, to tylko kilka z całego arsenału zachowań typowych dla naszego gatunku, których nie powinniśmy stosować w kontaktach z psami. Owszem, zazwyczaj pies jest w stanie zaakceptować przynajmniej część tych działań, jeśli jest do nich przyzwyczajony. Żadnego z nich jednak psu do szczęścia nie potrzeba. Wykonując takie czynności, pamiętajmy, dogadzamy wyłącznie sobie.

Przewrotne też jest to, jak chętnie przypisujemy psom typowo ludzkie motywacje i emocje. Naszym psom przypisujemy złośliwość i wielką rozmyślność w działaniach. Jednocześnie fakt, że wystarczą proste, konsekwentnie stosowane reguły, aby wyeliminować większość tych złośliwych, złych, rozmyślnych zachowań, jest dla nas trudna do zaakceptowania. Trochę absurdalne, prawda?

Właścicielka psa z powyższego filmu nie rozumie go kompletnie. Podczas kiedy pies wyraźnie zaniepokojony jest jej zachowaniem i wymierzonym w niego okiem kamery, właścicielka z jakiegoś powodu uznaje, że pies próbuje przypisać winę zabrudzenia podłogi innemu zwierzęciu (cenię inteligencję psów, ale nie posądzam ich o umiejętność przypisywania przewinienia komu innemu, zwłaszcza, jeśli same swojej winy nie rozumieją). Kiedy zlękniony pies przewraca się na brzuch, co jest sygnałem poddania i uległości, właścicielka myśli, że ten chce być drapany po brzuchu. Cała sytuacja opisana jest jako „too cute” („ale to słodkie”). Trudno o bardziej wyraźny przykład kompletnego nieporozumienia.

Uprzedmiatawianie

Grzech numer dwa to sprowadzenie psa do roli kolejnej posiadanej rzeczy, określającej w jakiś sposób nasze cechy (macho bez pit bulla do nie macho…) lub źródła dodatkowej rozrywki – zaawansowanej, interaktywnej zabawki. To z tej przyczyny wciąż widzę zdziwione miny, kiedy na zapytanie kolejnego przechodnia „czy można pogłaskać” odpowiadam, że może niekoniecznie w tej chwili Rocca ma na to ochotę. Naprawdę, wiele psów nie znajduje przyjemności w nieumiejętnych pieszczotach serwowanych przez kompletnie obce osoby – czy to takie dziwne?

To z uprzedmiatawiania wynika roszczeniowa postawa rodzica, który podchodzi z dzieciaczkiem pytając, czy ów może psa pogłaskać lub z nim się pobawić, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że pies ma ich totalnie w nosie i jedyne co go w danej chwili zajmuje, to wizja rzuconego frisbee. Człowiek chce, to pies ma tą zachciankę spełnić – do tego przecież służy…

W Internecie pełno „śmiesznych” filmików, które wrzucają właściciele. Psów obsesyjnie goniących ogony, łapiących nieistniejące muchy albo „śmiesznie” podrygujących. Ci właściciele, i cała rzesza ludzi dających takim filmom „lajki” zupełnie nie rozumie, że w danym momencie pies cierpi albo się boi. Najważniejsze, że śmiesznie wygląda.

Na tym filmie mamy kompilację psów które „tańczą” do jakichś rytmów. Połowa ze sfilmowanych psów przejawia jednak w „śmieszny” sposób oznaki bólu, choroby. Te psy cierpią, jednak ktoś, kto je sfilmował i udostępnił nagranie w Internecie uznał, że po prostu wygląda to śmiesznie. Dla mnie to jednak tragiczne.

A może coś pomiędzy?

A może by tak wreszcie dostrzec psa w psie? Zrozumieć, że psy nie tańczą w rytm muzyki, nie są złośliwe, nie potrzebują być kąpane co tydzień i wożone w dziecięcych wózkach? Nauczyć się, że do dobrego życia potrzebują realizacji swoich popędów, a więc gonitw, węszenia, szarpania, pożywienia, odpowiedniego dla mięsożerców, a także towarzystwa i stymulacji umysłowej? I wreszcie, zrozumieć, że psy to odrębne, myślące istoty, które mają własne preferencje, które nie zawsze mają ochotę na to, co my i uszanować to. Tylko tyle i aż tyle potrzeba, aby nam wszystkim o tyle lepiej się żyło.